„To ja” – ranny pies służbowy, który nie podlega wyłączeniu, jeśli jest zbliżony do siebie, tylko młody operator SEAL nie wyszeptał kodu swojej jednostki.
Drzwi Kliniki Weterynaryjnej Bazy Morskiej w Coronado pojawiają się z hukiem o godzinie 21:30.
Dwóch żołnierzy żandarmerii wojskowej cofało się jako pierwsi, ich buty ślizgały się po kafelkach, a mundury byłego poplamione kurzem i zaschniętej krwią. Pomiędzy nimi, przypięty do lekko zapadniętych noszy, reaguje na owczarek belgijski malinois. Nie szczekał. Nie warczał. Po prostu obserwował — każdy cień, każdy ruch, każdą rękę wyciągającą się w jego stronę — jak bomba ujawnica, aż ktoś popełni błąd.
Jego mięśnie napinały się pod sierścią w kolorze czerni i piasku, splątana od brudu. Oczy śledzą programy z niemal mechaniczną precyzją — analizując twarze, mierząc odległość, doradzając zagrożenie. Skórzany kaganiec wisiał rozerwany na jego pysku. Krew sączyli się powoli z lewych nóg, pozostawiając ciemne przemysły na białym materiale noszy.
„Kryptonim Titan” – powiedział jeden z żołnierzy, ciężko dysząc. „Rana od odłamka, tylna noga. Znaleźliśmy trzy kilometry od punktu ewakuacji. Czołgał się przez pół. Nie pozwala nikomu się zbliżyć.”