I nagle żadna firma w mieście nie chciała mnie zatrudnić. Łukasz siedział obok i słuchał poważnie, choć nie rozumiał wszystkiego. — A potem mama pracowała na rynku — powiedział nagle. — Sprzedawała warzywa. I zachorowała. Marek zamknął oczy na chwilę. Wszystko zaczynało się układać w jedną historię. — Dlaczego nie przyszłaś do mnie? Elżbieta smutno się uśmiechnęła. — Przyszłam. Marek otworzył oczy. — Co? — Pańska sekretarka powiedziała, że jest pan zajęty i że sprawa jest już zamknięta. Marek poczuł, jak ogarnia go gniew. — Rozumiem… Łukasz nagle podniósł głowę. — Wujku Marku… mama wyzdrowieje? Marek spojrzał na niego uważnie. — Tak. — Naprawdę? — Naprawdę. Chłopiec uśmiechnął się szeroko. Tego samego wieczoru Marek siedział w samochodzie przed domem i dzwonił do Karoliny. — Karolina, zmiana planów. — Jak to? — Nie jedziemy dziś do Kellera. — Marek, przecież tam będą ważni ludzie! — Tym lepiej. — Co masz na myśli? — Jutro rano zaczyna się audyt finansowy w całym holdingu. — Co?! — I ktoś będzie miał bardzo poważne problemy. Rozłączył się. Minęły trzy miesiące. Śledztwo finansowe ujawniło ogromne nadużycia. Grzegorz Keller stracił stanowisko i stanął przed sądem.
A Marek Lewandowski przeprowadził gruntowną reorganizację całej firmy. Pewnego ranka sekretarka zapowiedziała gościa. — Panie dyrektorze, przyszła Elżbieta Borkowska. — Proszę ją wpuścić. Elżbieta weszła do gabinetu. Wyglądała już znacznie lepiej. — Chciał mnie pan widzieć? Marek wstał i podał jej dokument. — To propozycja pracy. — Jakiej? — Dyrektor finansowy holdingu. Elżbieta zamarła. — Pan żartuje… — Nie. Spojrzał jej w oczy. — Szukałem uczciwego człowieka. Po chwili Elżbieta powiedziała cicho: — Przyjmuję. Wieczorem Marek podjechał pod ich dom. Łukasz wybiegł na zewnątrz. — Wujek Marek! — Cześć, bohaterze. — Mama powiedziała, że teraz znowu pracuje! — To prawda. Chłopiec kiwnął poważnie głową. — To znaczy, że już nie będzie płakać. Marek uśmiechnął się. — Nie będzie. Łukasz nagle wyciągnął z kieszeni małą monetę. — To dla ciebie. — Dla mnie? — Kiedyś mi pomogłeś. Teraz moja kolej. Marek roześmiał się. I wtedy zrozumiał jedną prostą rzecz. Czasami jedna tabliczka czekolady w Dzień Kobiet potrafi zmienić kilka ludzkich losów.